<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Komnata Dyskusyjna Biblioteki Galimoryjskiej</title>
<link>http://www.bg.pun.pl</link>
<description> Komnata Dyskusyjna Biblioteki Galimoryjskiej</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title></title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=179#p179</link>
<guid isPermaLink="false">179@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Wybierzcie te, które są wg Was najciekawsze. Można zaznaczyć kilka propozycji.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Netostr Elchalski</title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=177#p177</link>
<guid isPermaLink="false">177@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Nazwa: Netostr Elchalski<br /><br />Opis: Jest to roślina okrytonasienna. Jesienią na szczycie drzewka pojawia się owoc. Roślina przypomina z wyglądu drzewo. Rośnie najwyżej na wysokość dwóch metrów. Łodyga jest czarnego koloru, a trójkątne liście, o boku długości jednego cala, mają kolor ciemnozielony. Liście rosną do grubości nawet dwóch milimetrów. Rośnie tylko i wyłącznie w samym środku lasów Elchalu.<br />Sposób uprawy : Aby zasadzić nową roślinę wystarczy odciąć świeżą gałązkę z innego egzemplarza tejże rośliny i posadzić na podmokłym terenie lub późną jesienią, gdy owoc z spadnie z rośliny, wyjąć z niego nasiona i zasadzić na leśnej ziemi i obficie podlewać, aż do momentu, gdy wyrośnie roślina dość wysoka by ją zasadzić na odpowiednio podmokłych terenach. Gdy z rośliny spadnie owoc(pojawia się u tej rośliny, gdy roślina osiągnie rok), w ciągu następnego dnia należy zerwać liście tejże rośliny i w ciągu następnych 48 godzin wysuszyć, po czym rozkroić na mniejsze płatki. Wysuszone liście nazywane są &quot;Netr&quot;.<br />Sposób palenia: Należy przygotować specjalne rusztowanie, na którym można zawiesić kratkę z bardzo małymi oczkami. Na kratę nakładamy Netr. Pod kratką rozpalamy ogień i na rusztowanie zakładamy lniany worek z niewielkim zawiązywanym otworem. Ogień zaczyna lekko &quot;podpiekać&quot; Netr, który spala się wytwarzając dym, który pachnie jak mieszanka mięty, cykorii oraz prażonych orzechów. Dym nie wydostaje się spod materiału i zaczyna go podnosić, gdy chcemy zażyć Netrowego dymu po prostu należy otworzyć otwór w materiale i lekko ścisnąć powstały worek lub pozwolić na powolne uwalnianie się dymu. Ów dym jest tym co jest wdychane przez &quot;palacza&quot; dając przy tym uczucie oczyszczenia, usuwa również ból głowy oraz efekty upojenia alkoholowego. Gdy Netr zostaje spalony w połączeniu z ususzoną trawą bagienną wyostrza on na piętnaście minut zmysł wzroku i słuchu.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Parica</title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=176#p176</link>
<guid isPermaLink="false">176@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[*pewnego dnia kapłan Crizalid uprawiał rośliny, aż wymyślił pomysł na fajkę...*<br />Zawsze robiono fajki z Trywnicy Białej - rośliny krzewiastej, a ja Crizalid ujrzałem Paricę Grzbietową w moim ogrodzie poświęconym bóstwom Galimory - roślinę tanią, ziemno-drzewkowatą...Parica jest zieloną rośliną, o dużej masie i nie jest trująca - zawsze zielarze jej nie lubili...<br />Roślina szybko dorasta, lubi zimne otoczenie i zimną ziemię, dorasta bez słońca. Wziąłem więc gar z wodą i wrzuciłem do niego Paricę wraz z tradycyjnymi składnikami. Po dokładnym podgrzaniu, aż do wrządku należy szybko użyć czaru ochłodzenie. Po kilku minutach zimna, można wyjąć łyżką roślinę, rozdrobnić to i wsadzić do specjalnej fajki produkcji krasnoludów. Jak już mamy fajkę i &quot;tytoń&quot; możemy zapalić przednią część fajki, a po pominięciu linii na tyle fajki ogień zgasa... Fajka z tym produktem nazywa się &quot;PrinTon&quot;]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Dumacz</title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=175#p175</link>
<guid isPermaLink="false">175@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[&#8211; Jesteś pewna Mari? <br />&#8211; Jak boginię Tix kocham, zamilcz głupcze! Nie byłoby nas tutaj gdyby nie Twoja głupota.<br />&#8211; Ale..<br />&#8211; Milcz Wern, rzekłam. <br />Kobieta ofuknęła mężczyznę, mierząc go ostrym spojrzeniem. Szli Wierzbową Aleją, prowadzącą do siedziby niejakiego Kserona ponoć dobrego zielarza, co mógłby znać się na rzeczy. Mężczyzna znów otworzył usta, ale pospiesznie je zamknął, widząc jak kobieta spogląda na jego lico, teraz mocno osmolone. <br />&#8211; Ooo! Patrz, o tam! &#8211; Mari wyciągnęła przed siebie rękę i palcem wskazała kępkę rosnącego ziela &#8211; Może pobiegniesz i sobie narwiesz tego chwastu, co po kryjomu się je paliło?! Hę?! Nie słyszę odpowiedzi! &#8211; Na odpowiedź wcale nie czekała a słowa jej, skrywały kiepsko maskowaną złość i kpinę.<br />&#8211; Oj no Mari&#8230; buchnęło smoczym ogniem&#8230; nie zdążyłem&#8230;<br />&#8211; No ja się wcale nie dziwię! Taki stary dziadyga i do palenia tego dziadostwa się wziął, jak młodzik jaki! <br />Nieuchronnie zbliżał się letni wieczór, jeden z rodzaju tych, co siaduje się licznie przy ogniu i opowiada bajki, baśnie i legendy dawne, o duchach historie i walecznych herosach. Mari idąc z poszkodowanym Wernem, minęła tego wieczoru takich ognisk &#8211; trzeba rzec &#8211; nie jedno i to było powodem jej złości. Musiała wszak odmówić sobie zabawy i opowiadań gawiedzi, bo ten stary cap Wern musiał się tego wieczoru upalić tym dziadostwem i krzywdy sobie narobić. <br />Stary cap Wern, wcale starym nie był, gwoli wyjaśnienia. Dwudziestopięcioletni mężczyzna wyglądał nieco starzej od innych, ale było to skutkiem palenia tej rośliny (która zbyt wiele palona potrafiła przyciemnić kolor skóry), a którą Mari w tej chwili wyrwała z ziemi, nie szczędząc nawet korzeni. Wyrwała jedną z dorodniejszych, rosnących w kępce roślin, której wysokość można określić na dwadzieścia centymetrów i mimo zapadającej nocy, dostrzegła iże liście ziela na wierchu zieloną jawią się barwą a pod spodem purpurową.<br />&#8211; Przyda się, może zielarz rozpozna i zaradzi &#8211; mruknęła sama do siebie. <br />Idąc Aleją dało się zauważyć iże ziele to rośnie w pobliżu Wierzb, lub też i na nich &#8211; gdy po drzewie wystawał z ziemi tylko pień. Rosło to ziele bujnymi kępkami, wyjątkową podejmując współpracę z drzewem. Bowiem korzenie tej rośliny, oddawały do gleby pewien specyficzny składnik pożywienia, który niezwykle potrzebnym był wierzbie by ta mogła korę swą odnawiać poprzez łuszczenie. Wierzba zrzucała korę a kora padała na ziemię, niemal natychmiast zostając pochłoniętą przez korzenie tejże rośliny. <br />Wern wiedzieć o tym nie mógł, wszak prosty był on chłop. On tylko ziele zrywał i palił je, nie wiedząc nawet jak powinno się to robić. <br />&#8211; Pospiesz się durniu! Jużeśmy blisko, może jeszcze nie jest za późno by na schadzkę jaką się udać. <br />&#8211; Idę przeca, kruca! Zrzędzisz jak stara panna na wyda&#8230; &#8211; nie zdążył jednak dokończyć, bowiem w czuły punkt Mari swym językiem ubodł. Dwudziestosiedmioletnia siostra Werna ciągle nie była zamężna, a powiadali, że jak panna w tym wieku ciągle na wydaniu jest, to i Diabła pewnie musi odwiedzać, albo o zgrozo! Czarami się parać! Takie słuchy chodziły po wsi i do jej uszu docierały, a że Mari wrażliwe ucho miała&#8230; to w tej chwili zielem trzymanym w ręce, przerwała Wernowi bełkot poparzonych ust, wymierzając nań ciosy jeden za drugim. Ziele owo miało grubą ciemnozieloną łodygę, którą teraz Mari trzymała i wielkie ostre na krawędziach liście przypominające kształtem orzechowe, siekące mężczyznę po twarzy. <br />Mężczyzna wrzasnął, gdy ostre liście musnęły mu czoło przecinając skórę, z której prawie natychmiast poczęła sączyć się krew. Ruszył przed siebie biegiem, wprost do domu zielarza teraz nie tylko po radę, ale i po ratunek przed rozwścieczoną siostrą. Dopadłszy do drzwi począł się w nie tłuc, zarówno kołatką jak i pięścią. Rozdygotana siostra dołączyła do niego i zamachnęła się ręką jak do ciosu, w której trzymała ziele. Wern skulił się i cicho jęknął gdyż rozcięcia paliły żywym ogniem na myśl przywołując zdarzenia dzisiejszego dnia. Jednak cios nie nadszedł. Otworzył przestraszone oczy i ujrzał otwarte drzwi a w ich progu zielarza we własnej osobie. Nagle ni stąd ni zowąd zdał sobie sprawę, że jest ubrany w kompletnie brudne łachmany i ma osmoloną twarz. Popatrzył wtem na siostrę, ale i ona wcale nie wyglądała lepiej, nie bez powodu można ją było nazwać wówczas czarownicą, gdy miała rozwiane przez wiatr brudne włosy i wściekle czerwone plamy na policzkach&#8230; i w dodatku dłoń dzierżącą ziele wymierzoną jak do ciosu. <br />&#8211; Te wrzaski i łomoty to umarłego by zbudzić mogły. Pali się co czy umiera kto? <br />Na pytanie zadane przez Kserona początkowo nie było odpowiedzi, chociaż on doskonale znał odpowiedź na swoje pytanie. Przez usta kobiety wydobył się stłumiony warkot, który mógłby się wydawać śmiechem. Odwróciła się na pięcie i ziele w stronę Werna rzuciła. Na odchodnym rzekła:<br />&#8211; Ano pali się. Ten stary cap Wern znów się podpalił tym dziadostwem! <br />&#8211; Nie zaprzestaliście popalania Wern, jak zalecałem? <br />&#8211; Niee mości Kseronie, ale, ale staram się! &#8211; Ziele pochwycił odruchowo w locie, jakby bał się iże upadnie i połamie swą grubą łodygę. <br />&#8211; Wejdź i chodź za mną proszę. <br />Po tych słowach Kseron wpuścił mężczyznę do środka i poprowadził korytarzem do izby, w której zwykle umiejętności i wiedzę o leczeniu wykorzystywał. Kazał mu zasiąść na krześle i szeroko otworzyć usta. Sprawdził czy aby gardła poparzonego nie miał albo czy też języka mu nie przypiekło. Tym razem Wern miał szczęście i do poważnych obrażeń nie doszło. Szczęściem i nieszczęściem miał poparzoną twarz, w tym najbardziej wargi i nos, w którym niedawno odrośnięte włosy ogień upalił. Zielarz pokiwał głową jak kaznodzieja na kazaniu zajmujący się jakimś wyjątkowo ciężkim grzechem i w stronę skrzyni się oddalił, by szarą maź o nieprzyjemnym zapachu rozsmarować na oparzonych partiach twarzy Werna. <br />&#8211; Ile jeszcze razy Wern mam Ci prawić jak palić, by się nie spalić? Ostatnim razem żeś mnie chyba brzuchem słuchał a nie uchem, jak Cię matula zza młodu pewnie próbowała nauczyć. Powiem Ci raz jeszcze, ale jak mi tutaj w najbliższych dniach się objawisz&#8230; to Ci taką miksturę do picia dam iże na długo zapamiętasz jej smak. &#8211; Suchy ton, jakim wypowiedział ostatnie słowa chyba na Werna podziałał, ten nastawił uszu, co by lepiej słyszeć i wszystko zapamiętać, szeroko oczy otwierając. <br />&#8211; Ziele Dumacza wpierw przygotować do palenia należy. Nie da się ot tak, położyć na słońcu by wyschło i O! Już palić można, bo suche. Wpierw dobrze się przyjrzeć roślinie trza. Jeśli rośnie obok pnia i ma purpurowe liście od spodu, jest mało ogniste. Te rosnące na pniach wierzb są ogniste jak sam smoczy oddech, ale widzę żeś tej lekcyi nie zdołał zapamiętać. &#8211; Mówiąc to rozsmarowywał maź na brudnej twarzy mężczyzny, gdzieniegdzie poprzecinanej ostrymi krawędziami liści ziela, które teraz wyjął z rąk Werna. &#8211; Patrz! Ma purpurowe liście od spodu? Ma, więc jest dobre do palenia. Ale by palić wpierw trza liście poodrywać i łodygę, póki jeszcze nie zeschła, z ośródki oczyścić. Patrz Wern i zapamiętaj. <br />Wziął Kseron i po kolei wszystkie liście oderwał od grubej łodygi ziela, na końcu zaś tę część łodygi, gdzie poczęła się ona cieńszą robić i korzenie. Z kieszeni swej wydobył mały drewniany kołeczek i w miejsce gdzie jeszcze niedawno wyrastały korzenie, zaczął kołek wpychać weń. Łodyga, która twardą od zewnątrz była, w środku miała miękki miąższ, który łatwo teraz Kseron, przez jej długi koniec wyłuskał. Spojrzał, czy oby w środku nie kryje się jakaś pozostałość po miąższu i do następnego kroku przystąpił. Na stole postawioną miał karafkę a w niej wódkę Uronił z niej trunku trochę do wnętrza łodygi, której jeden z końców zatkał uprzednio palcem i zatrząsł, by trunek przeżarł twardą jej część. Odczekał chwilę i wódkę wylał &#8211; ta nie nadawała się już do czegokolwiek, nawet by rozcięcie na czole mężczyzny przemyć. W jego ręce ponownie znalazł się mały drewniany kołeczek i ponownie czynność wyłuskania, tym razem twardego miąższu powtórzył. Ta czynność oporniej mu poszła &#8211; wszak musiał uważać by łodyga prawie całkowicie pozbawiona wnętrza, nie pękła. Gdy skończył, to co zielarz trzymał w ręce było niczym zielony flak, mający lada chwila się rozpaść na drobne kawałki. By resztek wódki się pozbyć, Kseron do metalowego czerpaka z czystą wodą podszedł i przepłukał trzymane w ręce ziele. <br />&#8211; Tak się &#8222;Korę Dumacza&#8221; przygotowuje, bądź też &#8222;Korę Smoczego Oddechu&#8221;, jak niektórzy (w tym on sam) zwykli mawiać. Kora &#8211; rzecz jasna to przecie &#8211; musi być sucha by palić ją można było. Na słońcu dzień poleżeć musi, ale nie mniej jak dzień, i będzie sucha. Jednak to nie wszystko, o czym zapewne Wern wiecie. Przeca pustej Kory się nie pali! Liście owego ziela trzeba uprzednio na mocnym słońcu albo nad ogniem &#8211; jak sklerozę macie albo zima jest &#8211; położyć. Jak przywiędną i na wodnistości stracą, trzeba je zmiąć i do Kory wsadzić, ale ostrożnie by jej nie przerwać. Tak wypełnioną Korę znów kładziesz na słońcu, jeden z jej końców, ten niewypełniony do końca liśćmi, przygniatając kamieniem, by koniec ów sklepić na tyle by się nie rozlazł podczas palenia. Co zaś do liści, to jedni gdy już są suche, na kawałki w palcach je mielą &#8211; bo jak wiesz nawet całkiem suchy liść nie jest kruchy &#8211; i do Kory wsypują w ten sposób zemlony liść. A teraz powiedz Ty mi Wern, jakeś to robił żeś się poparzył? <br />&#8211; No bo palić mi się chciało&#8230; a zielam nie ususzył do końca&#8230; więc wziął ja głupi i odpaliłem je od ognia, co w izbie się palił pod kociołkiem. Wylazłem przed chałupę i dawaj się zaciągać. No i tak paliłem i się zapatrzyłem, na ten płomyk, co to na końcu Kory skacze, gdy już ogień zaskoczy na zielu. Smak miało toto iście niebiański rzec trza&#8230; a jaki ładny zapach! &#8211; Zachwycił się Wern i twarz jego pokraśniała na samo wspomnienie. &#8211; Taki, taki lilyjkowy! No i patrzyłem jak ten płomyk coraz bliżej podchodzi, nawet barwę zmienił na zieloną&#8230; No i kruca chędożony Dumacz plunął mi ogniem prosto w ślipia, szczęściem oczy zamknąłem w ostatniej chwili i Korę od ust odstawiłem, bo by mi i jęzor jeszcze spaliło! A jak tak lutnęło mi w twarz tym ogniem, to z Dumacza sam popiół został mi w ręce. Baba moja mi mówiła &#8222; Nie pal tego ziela, bo od dawna ojcowie parali, że roślina ta ze smoczego łajna wyrosła i ogniem pluje jak się jej coś nie spodoba!&#8221;, a ja jej nie słuchał głupi. No i&#8230; przyznać muszę iże to z pnia zerwałem, bo wokół baba moja powyrywała i nie było. <br />Kseron w czasie jak Wern mówił, wysmarował resztę poparzonych miejsc i w rękę wcisnął mały jej zapas, owinięty w wyjątkowo duży liść. Gestem ręki Werna odprawił i na pożegnanie przypomniał mu jeszcze o miksturze, którą za karę będzie musiał wypić jeśli jeszcze raz się poparzy. <br />Gdy tylko został sam w swej komnacie, z kredensu wyjął swoje ziele suszone cały dzień a nawet dłużej i od ognia w kominku się palącego podpalił. Mając Smoczy Oddech w ustach przyglądał się jak płomyk skacze na przeciwległym brzegu Kory, patrząc i z fascynacją i z przestrachem, by nie ujrzeć zielonego płomyczka, szybko mknącemu ku niemu. Z kredensu do rąk wziął też buteleczkę z atramentem, pióro i zielnik. Przy stole swym zasiadł naprzeciw mając kominek, by światło dobrze oświetlało pustą jeszcze kartkę. Z Dumaczem w ustach lepiej się mu myślało, bowiem ziele przyjemne wydzielało zapachy przy paleniu a każdy inaczej zapach ów odczuwał. Zaczął pisać po krótkim namyślunku a to, co napisał przedstawia się następująco: <br /> <br />&#8222; Smoculicus Prennerum to ziele powszechnie nazywane Dumaczem lub też Smoczym Oddechem &#8211; tak samo nazywa się produkt, jaki z rośliny tejże powstaje. Ziele owo o ciemnozielonej łodydze twardej jak kość i liściach z wierzchu jawiących się zieloną, a pod spodem purpurową barwą, których krawędzie są ostre jak brzytwa, szczególnie lubuje sobie towarzystwo wierzb. Ta bezkwiatowa roślina rozmnaża się poprzez wyrastające na powierzchni liści bulwy i dojrzewające w nich późną jesienią nasionach o okrągłym kształcie i czarnej barwie. Gotowość ziela do spalenia, poznaje się po purpurze jaka z wiekiem pojawia się na spodach liści. Zasiew polega na rozsianiu nasion w pobliżu wierzb, bądź na polach razem z korą wierzby, którą należy dostarczać w trakcie upraw by Smoculicus mógł rosnąć i nabierać purpury, na początkowo zielonych od spodu liściach. Z jej łodyg prostym sposobem wytwarza się tak zwaną Korę Dumacza bądź Korę Smoczego Oddechu, w której umieszcza się suche liście rośliny. Do spalenia nie nadają się liście zebrane po pierwszym mrozie i te, na których wyrastają bulwy z nasionami. Przy paleniu trzeba uważać na&#8230;&#8221; <br /> <br />Jednakże skończyć swego wywodu zielarz nie mógł. Kątem oka dostrzegł, jak na drugim końcu Smoczego Oddechu, który pali się bardzo powoli i zostawia po sobie zaledwie kupkę popiołu oraz miły zapach miodu, znika płomyk przypominający ten z kominka a na jego miejsce pojawia się szybko mknący zielony płomień. Ledwie zdążył odrzucić od siebie trzymaną teraz w palcach lewej ręki Korę, a ta z cichym sykiem zajęła się cała zielonym ogniem, gwałtownie spalając się w powietrzu i plując wysokim ogniem. Z całej Kory do podłogi zdążyła dolecieć jedynie ta jej część, którą przed chwilą jeszcze miał w ustach, lecz i ona znikła skonsumowana przez zielony ogień <br />Zielarz westchnął przeciągle i wstał z krzesła by okiennicę na noc uchylić i wypuścić smród, jaki pozostawił po sobie gwałtownie spalający się Dumacz. Powrócił do stolika i dopisał jeszcze swoje dodatkowe spostrzeżenie o tym, jak bardzo potrafią się różnić zapachy, jakie zioło przy spalaniu wydziela i jak bardzo niebezpiecznym byłoby używanie różnych fajek do jego palenia. Jego twórczości towarzyszył teraz straszny smród rozkładającego się mięsa, jaki pozostawił po sobie zielony płomień.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=174#p174</link>
<guid isPermaLink="false">174@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Opis i Nazwa Rośliny<br /> <br />Otępieniec występuje tylko i wyłącznie na bagnach Galimoru , żywi się <br />drobnymi owadami . Roślina ma około 50 cm długości , grubość łodygi <br />około 4,5 cm . Liście mają około 17 cm długości są barwy żółto - <br />czerwonej w kształcie półksiężyca , łodyga jest krwiście czerwona . <br />Uprawa na szeroką skale jest utrudniona z powodu miejsca występowania , <br />przez co jest bardziej cenna . Zbiory rośliny zaczynają się początkiem <br />Murnel a kończą ostatnim dniem Hevvreth . Zbiera się tylko dojrzałe <br />rośliny , łodyga musi być krwiście czerwona .<br /> <br />Opis produkcji i nazwa produktu z niej wytwarzanego<br /> <br />Całość rośliny łącznie z korzeniami dokładnie należy wyczyścić . <br />Korzenie i łodygę gotuje się , tak aby zmiękczyć ale nie rozgotować . <br />Całość należy dokładnie odsączyć z wody . Następnie ugniata się łodygę <br />i korzenie do uzyskania jednolitej masy . Liście i masę umieszcza się w <br />specjalnej izbie gdzie utrzymywana jest stała temperatura około 40 <br />stopni cencljusza i wilgotności powietrza około 25 % . Po okresie około <br />1 miesiąca , masę z korzeni i łodygi zawija się w wysuszone liście <br />Otępieńca . Całość zwija się na grubość około 0,5 cm i długość 5 cm . <br />Tak przygotowany i gotowy produkt nazywa się REDMOON .<br />Instrukcja obsługi czyli jak palić by się nie spalić<br /> <br />Redmoon wkłada się do specjalnej szklanej lufki przez którą jest <br />wciągany dym z palonego liścia . Dawka dla dorosłej osoby to około 3 <br />liści w ciągu 24 godzin . Odczucie osoby wypalającej redmoona to uczucie <br />Eufori i Siły . Przekroczenie granicy trzech liści w ciągu 24 godzin <br />grozi stanami depresyjnymi i śpiączkom .]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Diawanhia</title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=173#p173</link>
<guid isPermaLink="false">173@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[I. Opis cudownej roślinki.<br /> <br />Owa roślina zwie się Diawanhia, lecz etymologii tego miana na próżno się doszukiwać, gdyż górnik, który odkrył jej pnącze, zmarł szczęśliwy pod zawałem w kopalni. Gdy odgrzebano trupa spod zawaliska, zauważono, że kopacz w ręku ściskał okruch diamentu, tak jak jeszcze dzień wcześniej niezwykłą roślinę, której, o dziwo, odkrył zastosowanie. Któż by inny zainteresował się pędami jakiegoś chwastu, który na dodatek rośnie w skalnych szczelinach? <br /> <br />Dopiero po latach studiów w pracowniach alchemicznych, gdzie w pocie czoła ludzie o ogromnym doświadczeniu z flory nieznanej, badali pnącze Diawanhii, udało się znaleźć jej cenne właściwości. Z zapisków, które udało się wydrzeć z łap skąpych starców, wynikało jedno - roślina bez kamienia nie ma szansy się rozwinąć. Stąd właśnie pierwsi rolnicy, którzy zgłosili się do tego projektu, wzięli pomysł by rozpocząć uprawę w górskich polanach, gdzie skał im pod dostatek. <br /> <br />Wiadomo już, że Diawanhia potrzebuje nie światła słonecznego, jak pospolite rośliny, znane w Galimorze, lecz ciemnej przestrzeni, która obłożona być musi kupkami kamieni, bądź solidnie obsypana skalistym pyłem. Dopiero wtedy istnieje możliwość, że pęd owej rośliny rozwinie się i da następną z nich, która w przyszłości stanie się zapewne kolejną porcją diawanu. Przebiegli hodowcy znaleźli jednak sposób, by swe uprawy prowadzić nawet z dala od gór. Jedynym mankamentem jest to, że trzeba już szukać kamieni na terenach dookoła, co tym mniej inteligentnym przysparza sporych kłopotów. Istnieje również rzadziej spotykana metoda hodowli, gdzie zamiast kamieni, czy też skał stosuje się czysty piach, choć i tutaj nie da się wyzbyć zalet tego sposobu uprawy. <br /> <br />Jeszcze zostaje tylko kwestia tego, że Diawanhia nie znosi promieni słonecznych, lecz tutaj akurat rozwiązanie jest iście proste. Tak jak uprowadzonym niewiastom zasłania się oczy, tak również i tu płachtami materiału, czy też skórami zwierzęcymi przykrywa się miejsce hodowli tej rośliny.<br /> <br />II. Opis produkcji diawanu. <br /> <br />Jeżeli Diawanhia jest pierwszym ogniwem na drodze do spalenia dobrego zielska, to diawan jest już tym ostatnim, kiedy zaraz mamy nim nabić fajkę, czy też zwinąć w rulon i wypalić. Jako, że owe ziele staje się coraz bardziej popularne, tak i przeca sposób jego przetwarzania nie może należeć do skomplikowanych. W tym aspekcie wszystko sprowadza się do minionego czasu, jaki wysuszone, starte pnącza Diawanhii przeleżą w drewnianych, płaskich pojemnikach. A dlaczego właśnie drewno, ktoś mógłby spytać. Tedy wyjaśnia się z reguły, że wchłania ono pozostałą wilgoć, a większa powierzchnia, przy małej objętości pojemnika sprzyja równomiernemu osuszeniu. Ten zabieg wpływa tylko potem na komfort palenia diawanu, albowiem gdyby nabył on wilgoci, to i fajka zapchać by się mogła, a tego żaden koneser nie zdzierży.<br /> <br />III. Sposób palenia.<br /> <br />Kiedy wieść o nowym zielu do palenia dopiero się rozchodziła, krążyły pogłoski, że palenie jej nie będzie łatwe i byle chłop temu nie sprosta. Wytwórcy diawanu jednak przychylili się do prostoty, tak więc palenie diawanu nie różni się aż tak od codziennego tytoniu. Wymogiem jest jednak, by w tradycyjnych fajkach, jeśli już się je wybierze, dorobić dodatkowy wlot powietrza. Nie musi być duży, ino tyle, by przy wdychania diawanowego dymu, pozostałe okruchy skalne ostawały w przedniej części fajki.<br /> <br />IV. Właściwości Diawanhii.<br /> <br />Pospolity palacz zapytany o to, jak się czuje podczas palenia, zazwyczaj mówi coś o lekkiej senności, lecz nie z powodu zmęczenia, gdyż te uchodzi wraz z pierwszym buchem po rozpaleniu diawanu w swej ukochanej fajce. To jedynie krótkie podsumowanie rozmów z osobami, które rozkoszują się delikatnością ziela, które chwalone jest, o dziwo, również przez płeć piękną, przez swój niecodzienny zapach, nieporównywalny do smrodu tytoniowego dymu.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Korion</title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=172#p172</link>
<guid isPermaLink="false">172@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Nazwa produktu: Korion<br />Nazwy roślin: Zawia i Risoa<br />Miejsce uprawy: Zwykłe pole w zupełności wystarczy.<br />Sposób uprawy: Zawie hodujemy tak jak zboże z tą różnicą że Zawia daje większe plony. Risoa jest jak zwykłe drzewo tylko z tą różnicą iż rośnie dwukrotnie szybciej.<br />Opis: Prosty &quot;Pet&quot;. Starty liść Zawii wkładamy do fajki o kształcie fletu (otwór na usta i pięć u góry fajki) z drewna Risoa.<br />Opis produkcji: Ścinamy Risoe i zrywamy liście Zawii. Z drewna Risoy wyrabiamy fajkę. Liście Zawii ścieramy i wkładamy do fajki.<br />Instrukcja: Podpalamy liście i palimy jak przy użyciu zwyklej fajki.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=171#p171</link>
<guid isPermaLink="false">171@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Miejsce:<br />Hana rośnie nie daleko brzegów Ody,lecz tam gdzie źródło w rzekę się rozrasta.Za blisko brzegu nie może się znajdować,bo nam trująca się zrobi.Jak i za daleko,bo dymić się będzie jak cholera i człowieka zadymi.Można rzec,że wszelkie dogodne miejsca na zasadzenie tejże rośliny,na terenach Warowni pod księżycem się znajdują<br />Wygląd:<br />Nad ziemią,to ino łodyżka stoi prosta,bez wygięć żadnych.Koloru piasku,o średnicy kciuka dorosłego mężczyzny i wysokości metra, jeśli dojrzała.W środku łodyżki sok się znajduje,z którego można trunek &quot;Kąsacz&quot; przyrządzić.A ze skóry łodyżki można &quot;rulonik&quot; zrobić,w którym petę się pali.Zaś pod ziemią,bulwy się znajdują,od dwóch do czterech,uczepionych wokół łodyżki w ziemi.Bulwa przypomina trochę ziemniaka,z tą różnicą,że wokół maluczkich korzeni mnóstwo wystaje,o barwie tej samej.<br />Sposób uprawy:<br />Nasiona,które w soku rośliny się znajdują,trzeba w dogodnym miejscu zasiać.By za daleko od rzeki nie było,bo za sucho,a żeby też za blisko nie były,bo za mokro.A jak w sam raz się zasieje,to i tak źle być może.Dół mały,lecz głęboki na metr wykopać,do każdego po nasion dwadzieścia wsypać,wody wprost z Ody nalać,co by prawie cała dziura zapełniona była,a potem zasypać ziemią.Następnie pilnować,co by nic nie blokowało napływu wiatrów,wprost z gór Khaaron.Pilnować,co by się nawadniała codzień i co noc sucho względnie miała.<br />---------<br />Początek &quot;produkcji&quot;<br />Gdy dojrzeje,ostrożnie wykopać,łodyżki nie uszkadzając.Wystawić na słońce,a na dzień następny odciąć od łodyżki,tak by jak na mniej na niej zostało.Bulwy do wiadra włożyć,suchego oczywiście i zabrać.Łodyżke wziąść,korzenie na samym spodzie odciąć,jak najbliżej łodyżki,do wiader pustych wlać sok.Następnie zostawić na słońcu przez dzień jeden,co by się wysuszyły na wiór.Bulwy z małych korzeni poobkrajać,następne odłożyć na osobną kupkę.<br /><br />Księżycowy dym/Przyrządzenie<br />Bulwy,nie obierając ani nie robiąc nic innego,miażdżymy,tak by została sama &quot;ciapka&quot;.Ciapkę wystawiamy na słońce,by się wysuszyła.Ciapka powinna być miękka i ciężka.Gdy się wysuszy,powinna być niczym piasek,tylko,że w bryłkach.Wszystko wsypujemy do słoja.<br />Księżycowy dym/Sposób palenia<br />Ustawiamy specjalny trójnóg,na nim butlę zaokrąglaną na dole,z szyjką długą i cienką.Wsypujemy do połowy &quot;brzuszka&quot; proszku,następnie &quot;rurkę&quot; ze skóry Galaniusa(odmiana węża hodowana w Warowni pod księżycem) umieszczamy u góry szyjki.Związujemy rzemykiem skórę Galaniusa,przy samej szyjce i podpalamy ogień pod trójnogiem.Czekamy aż butelczyna całkowicie się zadymi,po czym rozwiązujemy rzemyk.Niech trochę dymu wyleci,jeśli się jest początkującym i dopiero wtedy wdycha.Normalnie trzeba się zaciągnąć,jak przy fajce.Wiązać za każdym razem,gdy przerwe się robi,by dym nie uciekł.Wraz z wyparowaniem całego &quot;proszku&quot;,kończy się przyjemnośćDym pozwala odprężyć się zmysłom jak i ciału.U zielonoskórych może powodować halucynacje,taką iż będzie im się zdawać,że goni ich księżycowy człowiek(człowiek wyglądający,jakby był z księżyca zrobiony).A u &quot;niskich&quot; ras,jak krasnoludy czy gnomy,może powodować zwidy,iż księżyce wszędzie latają.<br /><br />Księżycowa starość<br /><br />Należy wziąść łodyżki,ciąć je równo na długość takową,na jaką chcecie palić.Następnie pokroić małe korzenie,drobniutko.Wypełnić &quot;rurki&quot; powstałe z pokrojonej łodyżki,korzeniami.Pociągnąć z dwóch stron,powinny się rozciągnąć,zawężając się,po czym zakręcić.*Następnie można podpalić.Będzie się palić tak szybko,jak dużo wciągać będziemy.Żadnych efektów ubocznych,ot przyjemny dymek,dający się odprężyć.<br />*Skóra z łodyżki jest podobna do &quot;plasteliny&quot; przez co można ją tak umodelować.Oczywiście nie oznacza to,że pali się jak plastelina.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 30 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Khayman : Agnistoma</title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=170#p170</link>
<guid isPermaLink="false">170@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://www.biblioteka-galimoryjska.za.pl/khayman_agnistoma.html" target="_blank" rel="nofollow">Agnistoma</a><br /><br />Zapraszam do dyskusji.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 1 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 1 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>Khayman : Dylemat</title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=169#p169</link>
<guid isPermaLink="false">169@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://www.biblioteka-galimoryjska.za.pl/khayman_dylemat.html" target="_blank" rel="nofollow">Dylemat</a><br /><br />Zapraszam do komentowania.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 1 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 1 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>Yette : Most</title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=168#p168</link>
<guid isPermaLink="false">168@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://biblioteka-galimoryjska.za.pl/yette_most.html" target="_blank" rel="nofollow">Most</a><br /><br />Zachęcam do komentowania.]]></description>
<pubDate>Wtorek 25 WrzesieĹ</pubDate>
<comments>Wtorek 25 WrzesieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Virgha Shan : Upojna noc.</title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=167#p167</link>
<guid isPermaLink="false">167@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://www.biblioteka-galimoryjska.za.pl/virga-shan_upojna.html" target="_blank" rel="nofollow">Upojna noc</a><br /><br />Zapraszam do komentowania.]]></description>
<pubDate>Wtorek 25 WrzesieĹ</pubDate>
<comments>Wtorek 25 WrzesieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=166#p166</link>
<guid isPermaLink="false">166@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Puenta, puenta...! Mamo, mało zawału nie dostałem jakem to czytał... :P A obśmiałem się jak norka. Więcej takich poproszę.]]></description>
<pubDate>Sobota 1 WrzesieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 1 WrzesieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=165#p165</link>
<guid isPermaLink="false">165@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Dziękuję, Khay... ten wiersz kocham szczególnie. Dałam go mojemu Tacie w ostatnią jego podróż... Obiecałam kiedyś pójść po ten pergaminik.&nbsp; Znajdę go i odbiorę. Gdzie by się oni obaj nie znajdowali ...]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 31 SierpieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 31 SierpieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.bg.pun.pl/viewtopic.php?pid=164#p164</link>
<guid isPermaLink="false">164@http://www.bg.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://www.biblioteka-galimoryjska.za.pl/orion_wedrowcze.html" target="_blank" rel="nofollow">Wędrowcze</a><br />Zapraszam do komentowania]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 31 SierpieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 31 SierpieĹ</comments>
</item>
</channel>
</rss>
